Kto jeszcze chce osiągnąć sukces dzięki lenistwu i prokrastynacji?

Każdy umie pracować, kiedy jest skupiony, zmotywowany i w najlepszej kondycji umysłowej. To około 20% każdego dnia. Jak wreszcie przestać tracić całą resztę?

Photo by Prairiekittin

Zdarzyło Ci się mieć wielkie plany w drodze do domu, które minęły jak tylko otworzyłeś drzwi? Albo ociągać się wstając z łóżka? A może pod wieczór nie chce Ci się pracować?

Można oczywiście podejść do tematu bardzo ambicjonalnie i pracować Parts Integration, Swish’em, zmieniać sobie przekonania i Hierarchię Wartości. Ale w większości wypadków wystarczy zrozumieć jedną, prostą rzecz…

Nie jesteś wiecznie jedną i tą samą spójną osobą!

Poważnie. Pomyśl o Twoim stosunku do wstawania rano, kiedy planujesz swój dzień i porównaj z tym, który masz o 05:00. Te 2 osoby są dość odległe w swoich wartościach, celach, poziomie skupienia, zdolności do odraczania przyjemności, pewnie też inteligencji. Coś jeszcze definiuje osobowość?

W pewnych zakresach na pewno już w to wierzysz (albo masz naprawdę męczące życie). Wychodząc z domu zostawiasz rzeczy, które musisz zabrać przy drzwiach. Doliczasz rano w planie kilka-kilkadziesiąt minut między obudzeniem a pierwszą wymagającą myślenia czynnością na obudzenie. A gdyby poszerzyć to na cały dzień?

Twój mózg traktuje w pełni świadomą analizę i podejmowanie decyzji jako ostateczność – Ty też zacznij!

Pewnie obiło Ci się o uszy, że ludzie są „leniami poznawczymi”. Umysł chętnie się rozprasza, stosuje heurystyki, reaguje bazując na tym, jakie emocje akurat są w twoim krwioobiegu.

Nie jest to na pewno szczególnie fortunny układ, jeśli chcesz rozwinąć osobistą efektywność. Ale możesz przynajmniej przestać na tym tracić.

Ile czynności w Twoim życiu wymaga tak naprawdę świadomej kontroli? Dla mnie jest to pisanie i wszelkie formy wyrażania opinii na forum publicznym, część zachowań związanych z edukacją oraz planowanie i autocoaching, przy czym do dwóch ostatnich specjalnie przestrajam umysł na maksimum wydajności. To wszystko.

A co jeszcze robisz w ciągu dnia? Gotowanie, higiena, wykonywanie bezmyślnych i zautomatyzowanych zadań, ćwiczenia fizyczne, zbieranie informacji w internecie i całe mnóstwo innych.

Zatrudnij bezmyślnego siebie, żeby pracował dla Ciebie!

Do wszystkich tych zadań możesz „oddelegować” mniej świadomego Ciebie. Wystarczy po prostu, aby przy planowaniu dnia przestać udawać, że jesteś wiecznie skoncentrowany!

Weź teraz kartkę i długopis i wróć do czytania już razem z nimi, tekst nigdzie nie ucieknie.

Masz? Świetnie.

Wypisz teraz wszystkie okresy w ciągu dnia, w których Twój mózg się wyłącza. Poranek, wieczór, spadek wydajności po obiedzie, zmęczenie po treningu.

Jak rozpoznać więcej takich okresów? Zastanów się, kiedy nie możesz przekonać się do realizacji planów długoterminowych. Kiedy masz problemy z zachowaniem diety? Kiedy nie potrafisz zabrać się za nowe dla Ciebie zadania, które są niezbędne do zmiany Twojego życia?

A teraz zastanów się przez chwilę, dlaczego najlepsi informatycy nie zajmują się pracą w serwisowych call center. Dlaczego sportowcy nie pracują fizycznie przy np. budowach. Nie dlatego, że nie byliby w stanie, wprost przeciwnie – byliby w tym świetni.

Ktoś, kto jest jedyną osobą która może coś zrobić, nie będzie zajmować się tym, co może zrobić każdy!

Teraz planując swój dzień, możesz zacząć uwzględniać, że tak naprawdę przygotowujesz zadania dla kilku różnych osób. Pomyśl, jak najlepiej korzystać z ich czasu.

Pierwsze minuty po przebudzeniu mogą nie być najlepszym momentem na planowanie dnia. Za to do przygotowania posiłku według dokładnej instrukcji są absolutnie wystarczające. Wieczorem może nie będzie łatwo zmusić się, do postawienia Twojej pierwszej strony internetowej, ale już do gromadzenia informacji „jak to zrobić” na przyszłość – czemu nie?

Musisz oczywiście już samodzielnie wybrać czym powinni zajmować się poszczególni „Ty” i jak najlepiej ich motywować, ale dam Ci przykład jak można to zrobić. Kiedy wstaję rano, a mój umysł znajduje się gdzieś pomiędzy surykatką a gołębiem, korzystam z motywacji na poziomie Pawlowa aby mój najbardziej świadomy i zdolny do samokontroli Ja, który pojawi się około godzinę później, nie musiał zajmować takimi głupotami jak gotowanie czy higiena i mógł zająć się pisaniem, za co wystarczającą nagrodą będzie wizja sukcesu. Wieczorem, kiedy aktywuje się tryb dający radość z gier online, kotków na YouTube i przeglądania profili znajomych, pozwalam kolejnemu Mnie na przeglądanie bezmyślnie obrazków, które będą mu się podobać – a które świadomy Ja wykorzysta w przyszłości we wpisach.

Pewnie dostrzegasz już schemat, ale dam Ci kilka dodatkowych wskazówek.

Jak motywować poszczególne części Ciebie?

Wysoce świadomy umysł – daj mu wizję sukcesu w przyszłości. Rozwój osobisty, analizowanie własnej psychiki, dążenie do wolności finansowej małymi krokami, które podejmujesz po raz pierwszy – to zadania z którymi poradzi sobie najlepiej, jedynie myśląc o tym, do czego zaprowadzi Cię to za wiele miesięcy.

Prokrastynator – chce gratyfikacji tu i teraz. Chce natłoku informacji. Nie potrafi się skupić, za to świetnie zajmuje się kilkoma prostymi zadaniami na raz. Będzie podążał za „planem”, który zapewni najwięcej łatwych doświadczeń. Pozwól mu zebrać informacje na dowolny temat i zapisać je, ale nie zmuszaj go do analizy.

Piesek – to Twoja podświadomość przejmująca kontrolę nad ciałem. Dam Ci przykład, jak nauczyć go wstawać rano, a sam dopasujesz to do innych zachowań. Przygotuj swój pokój tak, jak wygląda rano: dobierz światło, połóż się w takiej pozycji w jakiej sypiasz, nastaw budzik na 5 minut. Kiedy tylko zadzwoni natychmiast wstań i zacznij wykonywać pierwszą rzecz, którą chcesz robić rano. Powtórz kilka razy. Potem kilka razy przejdź od pierwszej do drugiej czynności, itd. aż zajmiesz cały okres, w którym możesz chcieć wrócić do łóżka żeby spać dalej. A potem tylko blokuj dialogi wewnętrzne (przyciśnij język do podniebienia 😉 ).

To najważniejsi „Ja” z którymi na co dzień współpracuje. Naturalnie granice nigdy nie są ostre i nie chodzi o to, żebym dał Ci gotową, zamkniętą listę możliwości. Chodzi o to, abyś obserwował siebie i zastanowił się (ale tylko czasem!), co możesz wykorzystać, zamiast na siłę zmieniać.

Jaki „Ty” był najbardziej ignorowany?

P.S.

Jeśli spodobał Ci się artykuł, albo po prostu chcesz pokazać znajomym co czytasz i może ich nawet tym zainteresować, to nie ukrywaj tego przed światem i kliknij na dole „Lubię to” albo „G+” simple smile Kto jeszcze chce osiągnąć sukces dzięki lenistwu i prokrastynacji?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 5.0/5 (9 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +10 (from 10 votes)
Kto jeszcze chce osiągnąć sukces dzięki lenistwu i prokrastynacji?, 5.0 out of 5 based on 9 ratings
Twoi znajomi też mogą skorzystać!
Autor: Jakub Królikowski

11 genialnych kometarzy

  1. Hmmm, dużo przemyśleń w związku z tym artem :)

    Wstaję od razu po przebudzeniu i pierwszą godzinę dnia przeznaczam na bardzo intelektualne czynności: czytanie, pisanie, oglądanie szkoleń, trening kognitywny. Potem dopiero zajmuję się śniadaniem, myciem i tak dalej.

    Co do „nie bycia wiecznie jedną i tą samą spójną osobą” to też, w tym momencie nie mogę się z tym zgodzić. Kiedyś gdy bardzo się „utożsamiałem się” ze swoim układem tożsamości to zdanie rzeczywiście było dla mnie prawdziwe. Inne wartości, poziom skupienia, cele. Jak najbardziej.

    Ale w tym momencie raczej obserwuje swoje tożsamości i korzystam z nich jako z narzędzi komunikacyjnych. W żaden sposób mnie nie definiują. Czuję się tak samo spójny po przebudzeniu, w relacjach biznesowych, przyjacielskich, rodzinnych, w pubie, kawiarni, w kinie, na coachingu. We wszystkich kontekstach.

    Spotkałem się kiedyś z badaniem, którego wyniki można interpretować tak, że za Twoją obecną osobowość odpowiadają części mózgu aktualnie najbardziej aktywne, więc tak na prawdę nie ma „jednego” stale określonego Ciebie, jako Ciebie. Tylko proces i różne „części świadomości” walczące o uwagę. Oczywiście w bardzo dużym uproszczeniu.

    Tak czy inaczej. Piszę o własnym doświadczeniu :)

    Co do „lenistwa poznawczego”. Spotkałem się z dużą ilością badań zarówno psychologów, neurobiologów jak i psychiatrów klinicznych, które potwierdzają fakt, że określone rodzaje medytacji (głównie mindfulness) mogą doprowadzić do przekroczenia tej kognitywnej gnuśności. Przekroczenia rozproszenia, utożsamiania się z emocjami, błędów poznawczych i ogromnej ilości innych zniekształceń percepcyjnych.

    Co do nawyków.

    Sam dużo rzeczy automatyzuję i buduję nawyki ale pracuję nad tym by jak największą część mojego dnia przeżywać świadomie i uważnie. Zgodzę się z Tobą, że jeżeli oceniamy to przez pryzmat efektywności to możemy spokojnie przeważającą większość naszej aktywności zautomatyzować. Gotowanie, jedzenie, bieganie, siłownia.

    Jednak buduję coraz mniej nawyków. Wolę być uważny. Czemu? Dla funu :) Każda czynność może sprawiać przyjemność, radość i być pełniej przeżywana. Lubię cieszyć się jedzeniem. Może mniej gotowaniem ale i to wkrótce ogarnę.

    Nie podobał mi się fakt spędzania życia na automatycznym pilocie. To jakbym w sumie nie żył a transował sobie cały czas. Jak maszynka :) I przy automatyzacji czas płynie znacznie szybciej.

    Gdy włączymy świadomość subiektywne poczucie czasu niesamowicie spowalnia. Więc można powiedzieć, że żyjemy wtedy dłużej :)

    Włączenie pełnej świadomości od razu do całego dnia moim zdaniem przerosłoby większość osób. Dlatego moja propozycja: zbudować nawyki i automaty a potem stopniowo włączać jak najwięcej świadomości i koncentracji by z każdym dniem pełniej przeżywać swoje życie. Pozostaje jeszcze fakt tego, że jak coś zautomatyzujesz to masz bardzo dużo przestrzeni umysłowej do dyspozycji. Można ją wykorzystać na trening mentalny, planowanie i kreatywność. Niestety wiele osób „wykorzysta ją” na niepotrzebne tworzenie cierpienia.

    Gdy jesteś natomiast uważny odświeżasz i oczyszczasz całkowicie swój umysł.

    Podoba mi się pomysł ze znalezieniem tych fragmentów dnia, w których poprzez samą biochemię mózgu, gospodarkę hormonalną organizmu, trawienie, poziom glukozy, ciśnienie itd. itp. mamy niższą energię mentalną. Fajna opcja. Sam tak zrobiłem i po prostu przeznaczam ten czas na absorpcję szkoleń i filmów. Albo na mniej aktywną rozrywkę.

    Świetna metafora z informatykami i sportowcami.

    Totalnie nie kumam opcji z tym przebudzeniem. Znam dużo osób, które godzinę po wstaniu są zupełnymi nieogarami :) Ja natomiast jak się budzę to od razu mam ochotę coś stworzyć, zbudować, napisać, narysować, nagrać. Po prostu nie mam dostępu do takiego doświadczenia.

    Kac się nie liczy.

    Doskonale kojarzę tybetański stan umysłu dający radość z gier online. Bardzo silny stan świadomości. Sam bez opamiętania cisnę we wszelkie Tower Defensy jakie znajdę :) :) :)

    Schemat jak najbardziej świetny. W sumie często dystrybuuję energię i koncentrację podobnie, tylko inaczej to określiłem :)

    Hmm, nie nazywałbym tego tożsamościami tylko stanami mentalnymi, a bardziej stanami energii emocjonalnej. Po prostu zmęczenie mentalne -> absorbcja informacji, oglądanie filmów i szkoleń, wysoki poziom energetyczny -> tworzenie, totalny nieogar -> nawyki.

    Noooo :)

    Ogólnie to uważam robisz cały czas postęp jeżeli chodzi o styl pisania. Coraz ciekawiej się czyta Twoje artykuły.

    Samo założenie arta świetne. Zgadzam się w stu procentach.

    „obserwować siebie i zastanowić się co można wykorzystać zamiast na siłę zmieniać”.

    Pozdrawiam serdecznie :)

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: +1 (from 1 vote)
    • Jakub Królikowski pisze:

      Co do pierwszej części: semantyka, semantyka 😉

      Rozwiń proszę temat omijania lenistwa poznawczego. Jeśli mówisz dokładnie o tym, co definiuje się tym pojęciem, to… byłoby to zachowanie co najmniej kontrewolucyjne.

      Osobiście bardzo cenię sobie automatyzację większości procesów w życiu (zaczynając od oddychania na kontroli trasy kończąc). Ja lubię być czasem maszynką, a przynajmniej mieć zatrudnioną maszynkę, kiedy robię co innego. Są okresy w ciągu dnia/życia, kiedy naprawdę za nic w świecie nie chciałbym myśleć, np. pod wieczór, po dniu myślenia i ćwiczeń. Brrr, sama myśl jest przerażająca. Kaca nie mam z natury 😉
      Jestem ciekaw co i jak dokładnie badali.

      Co do upływu czasu się zgadzam, to samo doświadczenie. To nawet łatwo uzasadnić ^^

      Mnie osobiście szkolenia w tym stanie męczą, ale w sumie sprawdzę te bardziej transujące, Bandler choćby w ostatnich okresach. Tam i tak umysł świadomy jest traktowany jako „coś do wyłączenia”.

      Ja reguluję ilość snu tak, aby zasnąć o odpowiedniej porze następnego dnia. W związku z czym wstaję „niemal wyspany” zamiast „wyspany” i pierwsze 20-30min to codzienny trening silnej woli. Potem też włącza mi się pełna funkcjonalność. Nie rozumiem ludzi pijących kawę po godzinie żeby się obudzić 😛

      Tower Defence… pomińmy temat. Nie wiem ile dni już łącznie nad tym spędziłem 😉

      Ja widzę po prostu tak dużą ilość rozbieżności, że wolę traktować siebie jako kolejne osoby. Co może mieć jakiś związek ze skrajnym materializmem/emergentyzmem.

      Enjoy ;]

        (Zacytuj)

      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Mojej pierwszej części? Co masz w tym kontekście dokładnie na myśli pisząc: semantyka? :)

    To zależy Kuba czy rozmawiamy o lenistwie poznawczym na poziomie receptywnym czy też na poziomie interpretacyjnym.

    Jeżeli chodzi o poziom interpretacyjny to miałem na myśli zanikanie błędów poznawczych takich jak:
    -błąd konfirmacji
    -efekt halo
    -efekt pierwszeństwa przekonań
    -efekt złych mediów
    -efekt posiadania
    -iluzja kontroli
    -racjonalizacja zakupu
    -i masa innych, które z pewnością znasz doskonale.

    Co rozumiesz przez „kontrrewolucyjne”?

    Chodzi Ci o to, że lenistwo poznawcze w zamierzeniu ma ułatwić przeżycie, zminimalizować pożytkowane pokłady energii i przyspieszyć procesy decyzyjne? Więc wyjście poza lenistwo poznawcze będzie wiązało się analogicznie z utrudnianiem sobie żywota?

    W uproszczeniu błędy poznawcze mają właśnie niby ułatwić funkcjonowanie w świecie oraz bronić wizji JA. Czyli bronić stabilności postrzegania własnej tożsamości. Mają również za zadanie w pewnym sensie chronić nasze dobre samopoczucie.

    Ale prowadzą do bardzo nieracjonalnego postrzegania (a może raczej interpretowania) świata.

    Poprzez praktykę odpowiednich form medytacji zaczynasz odbierać świat bardziej autentycznie, obiektywnie, racjonalnie. Pomijam w tym momencie receptywność i „obiektywność” świata na poziomie neurologicznym. Mówimy cały czas o poziomie interpretacji.

    Mógłbym się rozpisać na ten temat na cały artykuł, postaram się jednak jak najbardziej streścić. Miałem na myśli:
    1. Znacznie bardziej racjonalne budowanie przekonań i tworzenie założeń. Oparte na szerszej, bardziej obiektywnej perspektywie.
    2. Brak przywiązania emocjonalnego do swoich przekonań. Świadomość ich subiektywności i relatywności.
    3. Akceptacja rzeczywistości zamiast pozornej racjonalizacji.
    4. Brak przywiązania emocjonalnego do własnych tożsamości.

    Można więc powiedzieć, że w jakimś stopniu odpada nam tutaj również infuzja afektu.

    Jeżeli chodzi natomiast o poziom receptywny.

    Percepcja zmysłowa jest w dużej części skonstruowana by postrzegać świat tak jak to jest korzystnie, a nie tak jak on „na prawdę wygląda”.

    Dlatego występują takie fenomeny jak np. inattentional blindness czy też inne związane z zarządzaniem naszą świadomą uwagą.

    Tak bardziej rozrywkowo: polecam obejrzenie National Geographic: Brain Games -- Pay Attention. Bardzo przyjemnie zrobiony program :)

    Poprzez medytację jesteś w stanie poszerzyć znacznie swoją świadomość siebie i otoczenia oraz zakres percepcji.

    Np. utrzymując koncentrację na jednym obiekcie jesteś cały czas świadomy swojej peryferii. Rozmawiając z kimś uważnie dostrzegam również zmiany w moim otoczeniu.

    Normalnie ludzka uwaga działa na zasadzie figura -- tło. Rozmawiasz z kimś w restauracji, odcinasz się od otoczenia, nagle ktoś zaczyna śpiewać Twoje skupienie przenosi się na nowy bodziec i możesz utracić dostęp do tego co mówi interlokutor. Uwagę przykuwa również to co wyróżnia się w danym kontekście: biały człowiek w grupie czarnoskórych mężczyzn. Oraz coś czemu nadajemy wartość, socjalną lub indywidualną.

    Tak działają filtry, na poziomie neurologicznym odpowiedzialny za to jest reticular activating system.

    Jesteśmy biologicznie zaprogramowani do ograniczonej jakościowej uwagi jednakże praktyka medytacji silnie zmienia Twoją świadomość i uważność zewnętrzną.

    Nagle zauważasz wszystkie tańczące goryle if you know what I mean :)

    Nie habituujesz doznań zmysłowych. Nowych dźwięków, zewnętrznych odczuć kinestetycznych.

    Albo habituujesz ale w znacznie mniejszym stopniu.

    Można by pisać i pisać. Podsumowując, wszelkie powyższe często powtarzane u dużej ilości ludzi zniekształcenia rzeczywistości wrzucam do jednego worka pt. „lenistwo poznawcze”, który rozszerzyłem jeszcze o kwestie percepcji i zarządzania świadomą uwagą.

    W pełni zgadzam się z Tobą w kwestii automatyzacji. Lubię jednak również jak najczęściej utrzymywać pełną i możliwie najobszerniejszą uważność i świadomość, a w szczególności właśnie świadomie oddychać. Nic bardziej nie wrzuca mnie w obecność i w teraźniejszość niżeli świadoma koncentracja na oddechu.

    Pomijam fakt, że masa ludzi zbudowała niekorzystne nawyki oddechowe co prowadzi do niskiego dotlenienia organizmu, niskiego oczyszczania z toksyn, a jest związane również z niekorzystną nawykową postawą ciała i kręgosłupa. Więc w tym kontekście fajnie wrzucić sobie automat zdrowego oddychania przeponowego, z odpowiednią intensywnością i układem pleców.

    To absolutnie zmienia poziom energii mentalnej w ciągu dnia.

    Jest jednak masa rzeczy, których nigdy bym nie automatyzował :)

    Seks, jedzenie, rozmawianie z ludźmi.

    Swoją drogą masa ludzi automatyzuje spożywanie posiłków i zabija cały fun jedzenia :)

    Jeżeli chodzi o badania naukowe to najwięcej ich znalazłem w „Clinical Handbook of Mindfulness” tyle, że są porozrzucane po całej książce, która ma ponad 500 stron. Dużo ciekawych rzeczy można również odnaleźć w tym temacie w książce: „The Mindful Brain: Reflection and Attunement in the Cultivation of Well-Being” Daniel J. Siegel. Jest poza tym masa publikacji w stylu: buddha meets neuroscience, buddhism and cognitive psychology, clinical usage of meditation etc.

    Jeżeli jesteś zainteresowany to mogę Ci powysyłać ebooki na priv.

    Męczy Cię oglądanie szkoleń a zbieranie informacji na necie nie? Na jakiej zasadzie? :)

    Coś ciekawego ostatnio u Bandlera?

    Co do spania.

    Może po prostu korzystasz z budzika? Wybudzenie przez dźwięk budzika powoduje właśnie uczucie nieogaru, o którym piszesz. Jest to związane oczywiście z przerwaniem głębokiej fazy snu. Proponuję ustawić sobie podświadomy budzik mentalny, praktycznie zawsze działa. U mnie 100 procent skuteczności.

    Poza tym przez pół roku kładłem się o 24 i wstawałem o 5. Plus w ciągu dnia jeden power nap, około 25 minut. Spałem 5 godzin i nie odczuwałem żadnego absolutnie zmęczenia, wręcz przeciwnie. Dorzuciłem do tego siłownie, bieganie i zbilansowane odżywanie.

    Polecam :) Na prawdę można spać około 5 godzin w ciągu doby i być pełnym energii.

    „Ja widzę po prostu tak dużą ilość rozbieżności, że wolę traktować siebie jako kolejne osoby.”

    Kim jest JA, które traktuje siebie jako kolejne osoby.

    Kim jest SIEBIE.

    Kto ignoruje części Ciebie, kto nimi zarządza, kto je uczy, kto je programuje.

    Masz jakąś metatożsamość?

    Czy może za układem tożsamości jest coś jeszcze :)

    Pozdrawiam

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
    • Jakub Królikowski pisze:

      „Co do „nie bycia wiecznie jedną i tą samą spójną osobą” (…) We wszystkich kontekstach.”
      To była pierwsza część 😉

      Miałem na myśli oba aspekty.
      Co do interpretacyjnego, to ja naprawdę cieszę się, że mój mózg zajmuje się wszelkimi heurystykami ze względu na koszty alternatywne. Mam 100% luz z tym, że wybiorę wodę jedzenie na podstawie kolorystyki reklamy, skoro dzięki temu mogę planować następny dzień w czasie zakupów. Sounds fair jak chodzi o mnie 😉 To też oznacza kontrrewolucyjność w kontekście jednostki.

      Co do pierwszego, to zakładam że nie znam po prostu w pełni stanu umysłu o którym mówisz i z tej perspektywy którą mam są okresy i procesy w których NIE chciałbym pełnej świadomości. Ale nie znając stanu dyskusja byłaby bez sensu. Odniosę się do tego tak, jak umiem bo być może inaczej interpretujemy stan podwyższonej świadomości (to dopiero subiektywizm).

      Co do wymienionych w 4 pktach aspektów, to mam wszystkie IMNHO. Za to dodaję do percepcji tyle ile mogę poprawek na poziomie „neuro”.
      Np. to, że nie czuję się przywiązany do czucia szczęścia albo smutku wiem, że pewne wpływy na percepcję (od stricte neuro typu „śmieję się, więc pewnie boli bardziej” po NLP typu „zazwyczaj, kiedy czuję się mniej pewnie mam wyższą polaryzację na „nie”) o których wiem, że nie mogę ich tak „naprawdę” uwzględnić.
      Dodam do tego, że czuję pewien zysk z widzenia świata w sposób mniej obiektywny. Tu pojawia się mój klasyczny test:
      Gdyby okazało się, że każdy kto posiada X, gdzie X to wszystkie wartości które masz, wierzy w Latającego Potwora Spaghetti, podczas gdy każdy kto w niego nie wierzy albo próbuje ustalić jak działa ta zależność nigdy nie uzyskuje X, to zaczynasz wierzyć czy kombinujesz dalej? 😉 Prawda dla samej prawdy nie jest dla mnie istotną wartością.
      Doceniam jej potencjał dla eksploracji przestrzeni rozwoju osobistego, ale w psychonautykę w każdej formie inwestuję określony czas jako w inwestycję wysokiego ryzyka: dowiem się czegoś nowego, jest szansa że napiszę coś o tym i przyda się w przyszłości i istnieje minimalna szansa, że zaimplementuje coś na co dzień. Ale najpewniej pójdzie to po prostu w koszty takie same, jakim dla inwestora na Forexie są okresowe spadki – wiemy że będą, wiemy że będzie ich dużo, nic z tym nie zrobimy, dalej się opłaca.

      Zmiany w percepcji, np. włączanie peryferiów również mam zainstalowane. Przy czym nadal biorę poprawkę, że biologii nie ominę i nie przeanalizuję tętna rozmówcy razem z tekstem, tonem głosu, 4 osobami dookoła i czytaniem gazety naraz.
      Ok, szeregowo (ale i tak na tyle szybko, że odbiorca nie wyłapuje co robię) się zdarzało nie takie rzeczy robić. Wiem jak prowadzić w głośnym pomieszczeniu grupę kilku osób i włączać do niej kolejne osoby kalibrując na bieżąco ich stan, tak aby w pełni wpisywali się w grę. Ale… na boga, 24/7 i w każdej sprawie?

      Ja np. podchodzę do jedzenia na poziomie pomiędzy uwagą a automatem. Odczuwam smak i przyjmuję go do wiadomości, ale inwestowanie ponad 10min w posiłek albo nie czytać w trakcie to dla mnie samobójstwo, tylko rozbite na lata ^^ Po prostu przyjemność też nie wisi tak wysoko w mojej hierarchii, ale jeśli mam się czuć dobrze bez kosztów (a w zasadzie z zyskami wynikającymi z uczenia organizmu co ma lubić jeść i zysku z ułatwienia pracy organizmu, który zjada jednak w te 10 min a nie w 2).
      Podrzuć ebooki  Nie wiem, kiedy do nich dojdę bo mam dłuuuuugą listę, ale dopiszę i tyle.

      Wejdź na flickr.com i poszukaj obrazków do artykułów (jeszcze nie wiesz jakich, tylko szukasz luźno inspiracji) i dodawaj do zakładek. Potem przekop wikipedię w losowej dziedzinie powiązanej jakoś z rozwojem (hmm… w czymkolwiek? ;)). A teraz obejrzyj szkolenie ze sprzedaży. Ja odczuwam gigantyczną różnicę.

      Mówiłem ogólnie o ostatnich 2-3 latach Bandlera, choć on w sumie zawsze miał styl w kierunku „wyjebane, a Ty się mnie słuchaj” wypchane hipnozą.

      Tak, korzystam z budzika. W tej chwili autentycznie nie mam czasu żeby się przestawiać. I, mówiąc szczerze, odczuwam chyba jakąś masochistyczną przyjemność z tego co robię.

      Dwufazowy mówisz? Moja matka tak żyje od paru lat. 3-5h snu+30min snu. Ja kilka razy sypiałem po tydzień-dwa modelem 3+3, co było super ale póki co nie jest dopasowane do mojego stałego lifestyle’u. Odczułem swoją drogą podobne efekty co Steve Pavlina po śnie polifazowym, tylko na mniejszą skalę, tj. szybsze niż większość ludzi zasypianie (w normalnych warunkach 2-5min. On zszedł poniżej 30sek :P). Masz coś podobnego?
      Jeśli będę w stanie tak zbudować plan dnia to sprawdzę. Na ten moment o ile praca, siłownia i sen są już dla mnie 100% oderwane od pory dnia o tyle 2 dzienne kierunki studiów jednak nie są aż tak mobilne 😉

      „Ja”, które traktuje inne „ja” jako inne, jest „ja” z „najwyższego” stanu świadomości, czyli „ja” używane do rozwoju i autoanaliz. „Siebie” natomiast jest to względnie stały i względnie ograniczony w przestrzeni fizycznej twór materialny. „Ignoruje” nie ma. Zarządza głównie biologia (naturalnie „trochę” inna biologia niż statystycznego użytkownika naszego świata, ale wiesz co mam na myśli chyba). Uczenie i programowanie jest procesem w którym kiepsko będzie wskazywać sterującego wg mojej mapy. Anyway, „najwyższe” zajmuje się planowaniem.
      Najbardziej poza układem znajduje się cel „najwyższego”. Zadaniem „najwyższego” jest zbudowanie systemu motywacyjnego dla pozostałych tak, aby dostawały to co chcą jako racjonalną i fizycznie konieczną konsekwencję (coś, co nie poczujesz że jest kłamstwem i będzie „nagrodą”) działań, które de facto zbliżają „siebie-mnie” do celu „najwyższego.
      Szczerze polecam ten model.

      Tak sobie myślę… jakiś ART., podcast albo ebook w tej sprawie? Bo robi się ciekawie i obszernie ;]

      Enjoy;]

        (Zacytuj)

      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0 (from 0 votes)
  3. Co do heurystyk itd., okej skoro Ci pasuję to na tyle :) Ja akceptuję swój poziom uproszczeń poznawczych, pracuję jednak cały czas nad jak największą obecnością i autentycznością doświadczenia.

    Planuję dzień siedząc i planując dzień. Kupując wodę, kupuję wodę. Porzuciłem w dużym Time Management oparty na tym by każdy moment wykorzystać jak najbardziej „efektywnie”, w sensie robisz zakupy, planuj coaching, myjąc zęby powtarzaj słówka, ćwicząc na siłowni słuchaj podcastów.

    Czasem to robię, czasem po prostu przeżywam.

    Co do stanu umysłu. Pisząc stan podwyższonej świadomości masz na myśli tak bardziej z mapy kolektywnej: uptime albo flow (psychologia pozytywna)?

    Jeżeli tak to chodzi o coś zupełnie innego. W ogóle różne techniki medytacyjne dały mi dostęp do kilku nowych stanów świadomości, których nigdy wcześniej w życiu nie doświadczałem.

    Fajna sprawa.

    Test jest dla mnie trochę naciągany :) Ale okej. Zgadzam się w pewnym sensie. Zaadaptowałem sobie kilka przekonań z Huny i jedno z nich brzmi: Pono -- skuteczność jest miarą prawdy.

    To co jest użyteczne, jest dla mnie prawdziwe.

    Ale to cały czas na poziomie znaczeń i idei. Uważam, że fajnie dość do doświadczenia świata poza słowami i systemem, a potem wrócić i nadawać znaczenia wedle uznania rozumiejąc już grę :)

    Bo czy możemy uznać, że istnieje obiektywna prawda?

    Dla mnie jest tylko doświadczenie. Ale i ono przecież może być silnie subiektywne. Nawet będąc poza słowami.

    Odnośnie czego z tą psychonautyką? :)

    Chyba nie odnośnie medytacji. Mam bardzo utylitarne podejście do duchowości i wszelkich metod pracy z umysłem, więc z tych wszystkich stanów świadomości absolutnie korzystam na co dzień i implementuje w ogromie kontekstów.

    Nie, nie, nie :) Ja nie mówię 24/7. Ja mówię, że pracuję nad tym aby jak najczęściej być w takiej świadomości po to by mieć do niej dostęp w razie potrzeby zawsze.

    10 minut? :) To ja się nawet nie rozgrzewam w tym czasie. W sumie jestem najdłużej jedzącą osobą z moich znajomych. I nigdy absolutnie nie czytam jak jem, ani nic nie oglądam. Ewentualnie puszczam muzykę.

    Ale jeżeli chodzi o kwestie zdrowotne to uważne i dłuższe jedzenie jest zdrowsze bo:
    -masz uczucie sytości po tych 15-20 minutach, więc jesz reagując na sygnały z ciała
    -im dokładniej przeżujesz pokarm tym mniej do roboty mają soki trawienne
    -koncentrując się na jedzeniu silnie stymulujesz żołądek do wydzielania soków trawiennych a organizm do absorpcji składników odżywczych

    Dłuuuga lista. Coś o tym wiem :) Dużo za dużo książek chce przeczytać. I wszystkie się wydają tak istotne.

    Jak je znajdę to Ci prześlę :)

    Aaaa o to Ci chodziło z netem. Myślałem, że o czytanie bardziej specjalistycznych artów czy też publikacji. Ale w sumie dla mnie oglądanie szkolenia to fun, jak oglądanie filmu. Jeżeli oczywiście prowadzący robi dobry proces a nie inwestuje w samą merytorykę.

    Ja zawsze lubiłem sobie obejrzeć Bandlera :) Świetny proces, chociaż mniej merytoryki. Wydawało mi się po Twoich artach, że preferujesz bardziej Grinderowskie NLP :)

    Co do budzika. Jeżeli go odstawisz Twój organizm będzie się budził w płytkiej fazie snu, więc będziesz wypoczęty i świeży od razu po przebudzeniu. To dodatkowe 30 minut w ciągu dnia świadomej aktywności. Poza tym przestawienie zajęłoby Ci myślę 3-4 dni. Zbliża się długi weekend :)

    Dwufazowy to podstawa. Poza tym im więcej medytuję tym mniej potrzebuję snu. Jak miałem rok bez medytacji to po powrocie do domu np. z zajęć padałem centralnie w kimę.

    Teraz robię power napa bo decyduję się na niego a nie bo chcę się zdrzemnąć.

    Próbowałem polifazowego. To jest kosmos. Moim zdaniem nie da się go pogodzić z normalnym lifestylem, chyba, że Twoje życie polega na graniu w Wowa, siedzeniu w chacie, albo 100% pracy na kompie i żyjesz w małym mieście gdzie możesz wszędzie dojechać w 15 minut.

    Skrajna polifazówka to chyba 2 godziny aktywności -- 25 minut snu. I tak cały czas.

    Co do zasypiania to tak. Zasypiam od razu. Nie wiem czy to 30 sekund. Wydaję mi się, że zasypiam jak zamknę oczy. Tzn. w momencie gdy gaszę światło i się kładę od razu urywa mi się doświadczenie :)

    A jeżeli nie zasypiam automatycznie i nie zasypiam przez 15 minut (baaaaaardzo rzadko) to od razu wstaję i zajmuję się czymś na 1,5 godziny po czym znowu się kładę.

    No ja mam to „szczęście”, że mam prawie całkowicie elastyczny każdy dzień. Więc w sumie robię co chcę :)

    Dzięki za model. Jest ciekawy :) Zbudowałeś go czy zmodelowałeś skądś?

    Mój model jest następujący:

    Jest układ tożsamości. Składają się na niego różne subtożsamości i tożsamość główna. Wszystkie one są narzędziami komunikacyjnymi, z których korzystam poruszając się w systemie społecznym, w relacjach, w dynamice socjalnej.

    Jestem niezależny emocjonalnie i nieprzywiązany do swoich tożsamości. Po prostu ich używam. Mam do nich dostęp.

    Nie definiują mnie. Nie określają. Nie są w stanie mnie objąć i wyrazić.

    Za układem tożsamości jestem JA. Po prostu. Niezdefiniowany, nie jakiś. Jestem. Jako istnienie. Jako świadomość.

    Świadomość zarządzająca tożsamościami.

    Model póki co bardzo korzystnie dla mnie interpretujący moją wewnętrzną rzeczywistość.

    Zastanawiałem się tylko jaki JA kieruję zachowaniem kiedy np. jest się pijanym. To też w końcu rozkminiłem, ale już nie będę się rozpisywał na ten temat :)

    Co do arta, podcasta, ebooka.

    Hmmm w sprawie różnych JA czy w sprawie błędów poznawczych i autentycznego postrzegania świata?

    I w sensie ja czy Ty :)

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
    • Jakub Królikowski pisze:

      Przypuszczam, że sam widzisz że różnica wynika z innych informacji wejścia na wielu poziomach jeśli chodzi o time management 😉

      Tak, najbliżej było mi w opisywanym stanie do opisów flow. Jeśli coś jeszcze innego to niewykluczone, że zajmę się akurat niedługo mindfullness i zobaczymy.

      No i np. moja mapa mówi, że o ile możesz wyjść poza słowa (to nawet dość proste, opisz dowolny smak albo kolor) to w żaden sposób nie podnosi to wartości nowego doświadczenia. Przynajmniej nie samo przez się. Wybór ulubionego kłamstwa dotyczącego świata staram się opierać tylko na użyteczności 😉

      Co do rzeczywistości obiektywnej, to jeśli chcesz możesz dołączyć do kilku osób z którymi (względnie niezależnie) usiłuję stworzyć falsyfikowalny, materialistyczny, prezentacjonistyczny, monistyczny model świadomości kontaktu ze światem z odrzuceniem dualizmu in-out. Jeśliby taki zaistniał i przeszedł falsyfikację to w końcu byłoby coś co jednocześnie ma sens i nie podważa Ja. To tak na marginesie 😉

      No, jeśli traktujemy ten model funkcjonowania jako użyteczny w kontekstach to wszystko spoko. Pobawię się jak skończę aktualne questy.

      Co do jedzenia, to realizuję wszystkie myślniki na inne sposoby. Indeks glikemiczny/kalibracja, dobór pokarmu oraz regularność.
      Za to zastanawia mnie coś innego. Jesz przynajmniej 5 posiłków dziennie? Bo to już 2,5h dziennie, nie wyobrażam sobie takiej inwestycji w jedzenie.

      A tam, preferuję 😉 Kontekst, kontekst, kontekst.

      Jestem drugi dzień względnie bez budzika. Wczoraj przespałem 11h i nie mogłem zasnąć do 3, myślałem że mnie coś trafi. Dziś nastawiłem budzik 30 min po planowanym obudzeniu. Obudziłem się 2 min po planie, za to nie chciało mi się wstać (zebrałem się 30min później na dźwięk budzika) -- na ten moment miałem model opierający się na pytaniu „jak nie wrócić do łóżka”. Edytuję to dziś i zobaczymy dalej.

      Steve leciał chyba 4h+20min. Możesz poczytać jego dziennik i dalsze komentarze. Nie wiem czy on, czy ktoś inny dawał nawet namiary na pakowane do plecaków śpiwory itd. dostosowane specjalnie do sypiających polifazowo pozwalające iść spać dosłownie zawsze i wszędzie.

      Model jest wynikiem utworzenia głównego celu a potem realizacji konfliktów pomiędzy poszczególnymi ja/stanami. Produkcja względnie własna 😉

      Ten model też znam, ma swoje zalety, to prawda. Odstawiłem go bardzo mocno ze względów neurologicznych -- sporo wskazuje na to, że świadomość i uwaga nie są scentralizowanymi funkcjami na które nachodzą filtry.

      Modelów świadomości głównie, przy czym nachodzi to siłą rzeczy na percypowanie świata.
      I w sensie my 😉

        (Zacytuj)

      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0 (from 0 votes)
  4. Flow jest bardziej stanem świadomości zewnętrznej. „Tracisz” tożsamość bo Twoja uwaga jest w pełni zaabsorbowana wykonywaną czynnością. Czyli w rzeczy samej Twoją świadomość jest w danym momencie tą wykonywaną czynnością.

    Wg. M. Csikszentmihalyi’ego (który wolałbym żeby nie był Węgrem, łatwiej byłoby go przywoływać w dyskusjach :P) flow zaistnieje w momencie, w którym jest równowaga pomiędzy Twoimi zasobami wewnętrznymi a poziomem trudności zewnętrznego zadania.

    Obecność jest pełniejszym stanem. Jest stanem podwójnej świadomości: zewnętrznej i wewnętrznej. Zarówno masz dostęp do silnych doznań zmysłowych, jesteś wrzucony w teraźniejszość, jak i obserwujesz wszelkie uczucia Twojego ciała.

    Można by pisać i pisać :)

    Co do doświadczenia poza słowami.

    Hmm, no właśnie moim zdaniem niesamowicie podnosi. Kiedy nie masz śladów myślowych związanych z doświadczeniem (założeń, śladów pamięciowych poprzednich doświadczeń, przekonań) jesteś niesamowicie bardziej otwarty zmysłowo i receptywny.

    Nie zakłamujesz doświadczenia przez nastawienie mentalne.

    Po prostu doświadczenie jest silniejsze gdy go nie klasyfikuję i nie definiuję z poziomu świata idei. Smak jest niewyobrażalnie bogatszy, tak samo krajobraz czy też muzyka. Po prostu mam czystszy i pełniejszy odbiór.

    Poza tym doświadczenie poza słowami odcina Cię od układu tożsamości a więc automatycznie likwiduje wszelkie napięcia mentalne i fizjologiczne i wrzuca Cię w bardzo przyjemny stan.

    Bardzo zminimalizowałem techniki, które robię na sobie -- zamiast tego akceptuję teraźniejszość i wrzucam się w obecność.

    Hmm a ja kieruję się na równi użytecznością i fun’em.

    W sensie użyteczne to dla mnie min. w dużym stopniu dające fun.

    O, dzięki za zaproszenie. Wyślij mi na maila jakieś szczegóły dotyczące projektu.

    Czemu ma z założenia nie podważać JA? :)

    Co do jedzenia. Tak, jak ćwiczyłem regularnie na siłowni to jadłem 6 posiłków dziennie. Tyle, że 3 z nich to były np.
    -shake bulk (50:50 carbo-protein)
    -twaróg z miodem + 2 banany
    -2 puszki tuńczyka z ryżem

    Wypicie shake’a nie zajmowało więcej niż 2 minuty, twaróg i tuńczyki też mieściły się w ramie 10 minut spokojnie.

    Co innego obiad i śniadanie. Tutaj inwestowałem sporo czasu. Kolacja raczej bardzo lekka + protein shake.

    Więc czas leciał mi tylko na 2 główne posiłki.

    Jak nie wrócić do łóżka? Proste. Troszkę mniej enelperskie :)

    Zaściel je. Jeżeli masz kanapę -- złóż ją. Urządź tak fizycznie Twoje miejsce spania, żebyś musiał na nowo wszystko rozkładać i przygotowywać żeby się położyć. To oczywiście zależy w dużej mierze od tego jak wygląda Twoje łóżko itd. itp.

    Średnio mnie kręci Power Nap w Złotych Tarasach czy też w Subway’u :) Bifazowy jest okeej :)

    Właśnie nie doświadczam konfliktów między „JA”. W sensie subtożsamości to dla mnie raczej role społeczne, niż JA, które Ty opisałeś. Czyli rama trenera, przyjaciela, członka rodziny.

    Więc bardziej narzędziowo z tego korzystam.

    To tak jakby różne części mojej garderoby miały ze sobą konflikty :)

    Mogę w pewnym sensie się zgodzić ze świadomością i uwagą. Tyle, że model jest dla mnie w pełni użyteczny.

    Plus ja definiuję coś jeszcze poza świadomością i uwagą. Źródło świadomości i uwagi. Ale to już dłuższa dysputa :)

    Jakiś czas temu zrezygnowałem z nadmiernej autoanalizy. Uważam, że to jest w pewnym sensie pułapka rozwojowa. Bo odcinała mnie od bawienia się wszystkimi procesami, które cały czas dzieją się dookoła.

    Teraz uważam, że jak najmniej samoanalizy -- jak najwięcej aktywności, przemiany i funu. Mam dużo lepsze efekty stosując takie podejście.

    Co do ebooka, arta, podcasta :)

    Fajna propozycja :)

    Szczególnie percypowanie świata jest dla mnie interesującym tematem, na poziomie interpretacyjnym.

    Można coś wykreować wspólnie. Z podcastem video byłby pewnie, z powodów logistycznych, większy problem (chyba, że zapraszam do Wawy, organizuję właśnie małe studio nagraniowe u siebie :P).

    Natomiast ebook, czy jakiś bardziej rozbudowany artykuł to jak najbardziej.

    Myślę, że możemy skontaktować się już bardziej mailowo niż komentarzowo :)

    Pozdrawiam

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  5. Yenaleth pisze:

    Dość odkrywczy artykuł, bo wcześniej czytałem arty w stylu, że cały czas powinienem maksymalnie cały czas pracować na sukces, co prowadzi do tego że mi się odechciewa, bo jest to długotrwały proces.
    Pasuje zatrudnić prokrastynatora kiedy mi się nie chce uczyć a jest dużo czasu jeszcze na wstępne przygotowanie materiałów i w miarę ogólne ich przeczytanie, świadomy umysł na świadomą naukę kiedy już trzeba się ostro wziąć do pracy a pieska do prostych czynności.

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  6. Piotr Kotkowski pisze:

    Tak się zastanawiam, czy w przypadku wielokrotnych shiftów pomiędzy tymi trzema traci się coś na zasobach? W sumie, dając odpocząć temu świadomemu być może udałoby się zwiększyć efektywność?

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
    • Jeśli dopasujesz je do, w miarę normalnego ;), cyklu dobowego, to nigdy nie będziesz ich miał jakoś szczególnie dużo.

        (Zacytuj)

      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0 (from 0 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook