Kiedy ostatnio nie miałeś racji?

Dyskutujesz i kłócisz się, ponieważ masz rację, to oczywiste.

A co byś robił, gdybyś nie potrzebował mieć racji?

Od razu ucisz głos wewnętrzny „ale ja nie wcale nie potrzebuję mieć racji!”. Jasne, jest zabawny, tylko że właśnie udowadnia swoją rację simple smile Kiedy ostatnio nie miałeś racji?

Tekst nie dotyczy tematów typu skuteczność leków czy wartość przyspieszenia ziemskiego, które można dość łatwo sprawdzić metodą naukową. Chodzi o kategorię problemów, w sprawie których wszyscy mylimy się dokładnie tak samo.

Co powinno się zrobić w danej sytuacji? Które zachowanie jest dobre, a które złe? Która partia polityczna jest lepsza? Który bóg mniej nie istnieje? 😉

Co zamiast racji możesz wynieść z dyskusji

Jeśli dotąd nie bawiłeś się w udowadnianie sobie, że się mylisz, to pewnie masz stały zestaw nagród, które wyciągasz z dyskusji. Wszystkie one kręcą się gdzieś wokół „skoro bronię moich poglądów, to znaczy że naprawdę tak uważam, czyli mój obraz siebie jest zgodny z prawdą”. Przyjemne uczucie, ale niewiele wnosi do życia.

Weźmy za to mylenie się:

Rozwój – fatalne określenie, ale nie ma chyba lepszych. Możesz poznać nowy, inny od Twojego, model świata – najprawdopodobniej porównywalnie skuteczny do tego, z którego korzystasz. Jeżeli przestaniesz pilnować racji, będziesz mógł z niego korzystać.

Rapport – oczywiście budowanie poczucia porozumienia z drugą stroną za pomocą mowy ciała, szybkości mowy i częstotliwości gestykulacji jest niewiarygodnie zabawne i buduje poczucie wyższości skuteczne, ale zgadzanie się z ludźmi też sprawdza się całkiem nieźle.

Manipulacja – niesamowite narzędzie do kompletnego rozbrajania rozmówcy. Jeśli dasz komuś odnieść wrażenie, że przekonał Cię co do swojej wizji świata to przestanie rozpatrywać Cię jako jakiekolwiek zagrożenie i możesz wyciągnąć mniej subtelne triki simple smile Kiedy ostatnio nie miałeś racji?

Jak poprawnie nie mieć racji

Tak po prostu być w błędzie jest oczywiście dość łatwo, robimy to codziennie – w zasadzie bez przerwy. Co innego profesjonalnie oddać rację w dyskusji.

Jeżeli chodzi Ci o rozwój

Zacznij od założenia, że się nie znasz na temacie, a druga strona to ekspert, który Ci coś wyjaśnia. Gdybyś ktoś wyjaśniał Ci szczegółowo przebieg reakcji chemicznej albo uczył kroków tanecznych to nie zacząłbyś przerywać z okrzykami „tak nie może być! Była analogiczna sytuacja X, z której jasno wynika, że to nie to. W rzeczywistości to wygląda tak, że…”, prawda?

Uważaj, żeby nie pójść w kierunku „udaję, że dam się przekonać”, „myli się, ale ma do tego prawo” czy czegoś podobnego. Nie znasz się, druga strona wie o czym mówi. To wszystko, żadnych systemów obronnych. Lepiej, żeby ktoś nie uwierzył że Cię przekonał, niż żebyś Ty w to nie uwierzył.

Jeżeli chodzi Ci o manipulację

Wyobraź sobie przez chwilę jaki scenariusz masz w głowie, kiedy zaczynasz z kimś się kłócić. No, już. Ta szalona wizja, która nigdy, przenigdy się nie spełnia.

Zaczynacie „wymieniać argumenty”. Po kolei zbijasz „argumenty” rozmówcy. On odkrywa, że faktycznie były bez sensu. Potem prezentujesz swoje „argumenty”. Druga strona doznaje olśnienia i przyznaje, że Twoja prawda jest prawdziwsza.

No, to teraz spełnij komuś tę szaloną fantazję.

To co zrobisz, będzie kompletnie oderwane od rzeczywistości. Nawet mimo burzy emocjonalnej powstającej przy kłótni szansa, że ktoś nie zauważy jak bardzo Twoje zachowanie odstaje od normy jest nikła. Tym razem przynajmniej nie zależy Ci na poszerzaniu swojej percepcji, więc spokojnie możesz grać.

Pytaniem umacniającym kogoś w jego przekonaniach jest „Dlaczego?”. Zadaj je kilka razy w trakcie i dopiero po tym dawaj się przekonać. Fantazja brzmi „myli się, ale mam takie argumenty, które go przekonają” – staraj się wyłapać to, co zdaniem Twojego rozmówcy ostatecznie potwierdza jego rację.

Uważaj tylko na jedną, małą rzecz: przekonania ludzi są niespójne simple smile Kiedy ostatnio nie miałeś racji? Jak zadasz im pytanie „dlaczego?” odpowiednio wiele razy to w końcu zauważą, że sami sobie przeczą (i czeka Cię cykuta). Z mojego doświadczenia w miarę inteligentni ludzie są w stanie uzasadnić swoje poglądy do 3-4 dlaczego, osoby które ćwiczą dyskusję/filozofię dochodzą do 8-10 (i często kończą błędnym kołem zamiast sprzeczności, ale tego też im nie chcesz pokazywać 😉 ).

Rapport znajduje się gdzieś pomiędzy obydwoma metodami. Z jednej strony potrzebujesz, żeby rozmówca nie odnosił wrażenia, że go oszukujesz. Z drugiej na dłuższą metę lepiej jest uwierzyć w jego przekonania, bo inaczej ciężko będzie Ci zachowywać się spójnie ze swoimi wypowiedziami.

Do mistrzostwa

Masz tutaj 2 techniki oparte na zabawie z „racją”, które służą do 2 zupełnie różnych rzeczy, ale opierają się na tym samym mechanizmie. W jednej sytuacji starasz się go pozbyć/ominąć u siebie, w drugiej wykorzystujesz jego występowanie u innych.

Przynajmniej kilka razy przećwicz obie, żeby zacząć naturalnie dostrzegać schemat. Jest podstawą większości błędnych decyzji – warto go dopuszczać do głosu tylko wtedy, kiedy jest to dla Ciebie korzystne.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 5.0/5 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +1 (from 1 vote)
Kiedy ostatnio nie miałeś racji?, 5.0 out of 5 based on 2 ratings
Twoi znajomi też mogą skorzystać!
Autor: Jakub Królikowski

4 genialnych kometarzy

  1. Damian Szorc pisze:

    Będę szczery Jakubie.

    Nie czytałem tego wpisy, lecz zaintrygował mnie tytuł.

    Niedawno, jakieś 2 dni temu mój rozwój wszedł na wyższy całkowicie nowy poziom i myślę, że wiele osób ma podobnie.

    Przejście z technik i magicznych przycisków na różne problemy, na świadomość, prawdę o sobie, życie tu i teraz, poznanie siebie. Poznawanie swoich potencjałów, cech, ograniczeń, myśli, tożsamości, przekonań, nawyków.

    Odkrywanie prawdy o sobie i o innych. Jak to działa ? Dlaczego tak jest ? Co spowodowało to ? Po co to robię ? Dlaczego?

    Pytanie o wszystko, odkrwanie prawdy i poszerzanie świadomości stało się moją pasją. Ja stałem się swoją pasją.

    Wcześniej o tym słyszałem ale byłem zbyt mało świadomy aby w to wejść.

    2 dni temu oglądałem wywiad z Mateuszem Grzesiakiem o PRAWDZIE i jego książce AlphaHuman. To był zapalnik, który uświadomił mi że właśnie tego teraz potrzebuje. Nie był to wynik możlwość perswazyjnych Mateusza lecz moja ukryta wewnętrzna potrzeba.

    I zacząłem odkrywać swoje maski, swoje tożsamości i swoje role.

    Jedną z nich jaką odkryłem to Arogant.

    Arogancja to dla mnie połączenie uczucia pewności i poczucia własnej wartości ze schematem lepszy gorszy.

    I tutaj dochodzimy do sedna.

    Arogant działał u mnie w wielu sytuacjach. Chciał abym był najlepszy, aby ludzie mnie słuchali i zgadzali się ze mną, PRZYZNAWALI MI RACJĘ.

    To jest bardzo destrukcyjne i wynika z dzielenia ludzi na lepszych i gorszych i stawiania siebie w polu „najlepszy”.

    Właśnie przez tożsamość Aroganta kiedy ktoś się ze mną nie zgadzał ja tego nie akceptowałem bo on się odpalał i z coraz większymi negatywnymi emocjami próbował przekonywać, że to ja mam rację, bo tak musi być.

    To nie prawda. Zdaj sobie sprawę z tego, że każdy człowiek jest inny, każdy człowiek odbiera rzeczywistość zniekształconą i każda jego opinia nie jest zgodna z rzeczywistością. Dlatego możesz dzięki temu zacząć akceptować to, że każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie, a Twoje wcale nie musi być najlepsze, bo nikogo „racja” nie jest racją, nie jest zgodna z prawdą. Ona zależy tylko od intrpretacji.

    Pozdrawiam Serdecznie

    Damian.

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 5.0/5 (2 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
    • Hej! :)

      Kiedy dostrzegasz większy obrazek poza technikami zaczyna się dopiero zabawa, zgadzam się. Potem pojawiają się kolejne odkrycia. Moim zdaniem kolejnym „poważnym” shiftem jest „rozwój nie jest linearny”.

      Zobacz Lightworker i Darkworker . Śmiem twierdzić, że jestem dość daleko na ścieżce, którą wybrałem, podczas gdy dla osób, które dopiero trafiają na rozwój osobisty, usłyszały ostatnio, że jest ego i ego jest złe… cóż, będę gdzieś na poziomie krawężnika 😉 I o ile do codziennego funkcjonowania przydaje mi się mieć podobną opinię na ich temat, o tyle z bardziej ogólnej perspektywy rozwoju widzę, że to tylko kolejna oś po której można się przesuwać.

      Może wyciągniesz coś jeszcze z tego:
      Na mojej mapie tożsamość, którą opisujesz byłaby problemem w tym sensie, że wcześniej nie miałeś świadomości, że tam jest i kontroli nad nią. Takim samym problemem byłoby jednak unikanie jej za wszelką cenę, ponieważ też odbiera elastyczność.
      Bardzo długi temat i niedługo (oby) będę wrzucał do sieci coś w okolicach ebooka poruszającego poniekąd ten temat :)

      Co do „prawdy” i „odkrywania” ciekawe mogą być teksty Metzingera na temat świadomości. Kompletnie inna jazda, a przez to użyteczna.
      Osobiście skłaniam się ku temu, że żadna „wersja” mnie nie jest bardziej prawdziwa od innych.

      Enjoy;]

        (Zacytuj)

      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Damian Szorc pisze:

    Przeczytałem wpis o Dark i Lightworkerze i widzę, że mocno odnosi się to do osiągania celów.

    Tutaj kluczową kwestią jest zdanie sobie sprawy z tego kogo jest cel jaki chcemy osiągnąć i jaką drogą chcemy go osiągnąć.

    Są cele i drogi, które są absolutnie nasze i realizują tylko i wyłącznie nasze potrzeby.

    Ale są też takie, które po drodze mogą realizować i potrzeby innych, ponieważ są podobne.

    Realizowanie potrzeb innych w moim mniemaniu jest zdrowe jeśli jest to wypadkowa naszych działań kierowanych do osiągnięcia jakiegoś naszego celu.

    Pomaganie innym tylko z tego powodu, że wypada, że tak powinno się robić jest dla mnie niespójne i na prawdę strasznie bym się czuł pomagając w taki sposób innym.

    Dlatego najlepszym wyjściem będzie połączenie light’a i dark’a w jedną całość. Czyli skoncentrować się na sobie i słuchać i podążać za tym czego aktualnie potrzebujemy i wybieranie możliwości, które pomogą też innym. Jeśli nie ma takiej możliwości, niestety ;).

    Ja trafiłem na ten etap rozwoju i myślę, że jest to naturalny etap, kiedy zdajesz sobie sprawę, że chcesz poznać „prawdę” o sobie.

    Też słyszałem o tym, że ego jest złe. Ale myślę, że ludzie którzy to powtarzają nie są na takim poziomie aby zrozumieć ten przekaz i odbierają go dosłownie powtarzając bez jakichkolwiek wniosków.

    Ego po prostu jest. To czy jest dobre czy złe to już zależy od tego jakie znaczenie mu nadamy. Dlatego nie chcę narzucać tutaj jakiegokolwiek wniosku nt. ego. Niech sobie każdy je wyciągnie sam, a nie powtarza puste slogany, bez zastanowienia, bo jakiś guru to powiedział.

    Właściwie to problemu z tożsamością nie było kiedy nie miałej jej świadomości. Teraz kiedy mam już świadomość, że taka „istnieje” także nie mam z nią problemu, bo odkleiłem się od niej i teraz łapię ją kiedy sie ujawnia co daje mi możliwość kolejnego oświetlenia świadomością, kolejnego zakamarka mojego umysłu.

    Dokładnie mam podobnie. Uciekanie nic nie daje. Wydaje mi się, że lepiej (z mojego doświadczenia) przyjmować wszystko co się dzieje i dać się temu dziać, by móc to obserwować, przyglądać się, poznać i wyciągnąć wnioski.

    Unikanie tej tożsamości, przy pomocy rozwojowej „magicznej techniki” zabiłoby mnie. To już nie dla mnie.

    Pozdrawiam

    Damian.

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
    • W zasadzie zgadzam się praktycznie z całością, więc zamiast zgadzać się z każdą linijką o ego z osobna przejdę do tego miejsca, w którym możemy nauczyć się czegoś nowego 😉

      Cały pomysł lightworkera i darkworkera daje przede wszystkim pozbycie się przyszłych konfliktów ja czy oni.
      Jeśli ktoś wybiera oni (i nie dlatego, ze tak wypada, tylko po prostu postanawia że poświęci swoje życie na służbę światu) to odpada mnóstwo wątpliwości „czy to nie odbije się na mnie”. Podobnie jeśli ktoś wybiera ja, to pozbywa się pytań „czy to komuś nie zaszkodzi”.
      Jeśli chcesz działać na korzyść siebie i innych, to jest spora szansa że wpadasz w złudzenie „zerowego punktu odniesienia”(nazwa operacyjna, jeszcze nie wymyśliłem nic ładnego na to^^). Przykład to zobrazowania:
      Stajesz przed wyborem jednej z kilku sytuacji. Pomijamy wdzięczność, późniejszą wymianę, możliwość wykorzystanie jednostek na rzecz innych blablabla.
      A) Zyskujesz 100 jednostek
      B) Wszyscy na świecie zyskują 50 jednostek
      C) Wszyscy na świecie poza Tobą zyskują 100 jednostek
      D) Ty zyskujesz 100 jednostek, a reszta traci 20 jednostek
      E) Każdy na świecie poza Tobą zyskuje 100 jednostek, a Ty tracisz 20 jednostek

      Dla większości normalnych ludzi wybór D lub E jest idiotyczny. Dla lightworkera E=C a dla darkworkera D=A. Ty proponujesz B -- rzeczywiście, względem stanu początkowego zyskujesz 50 jednostek i inni również, ale w porównaniu z A/D tracisz 50, a w porównaniu z E/C inni tracą 50 jednostek.
      W naszym świecie dochodzi często wdzięczność ludzi, w warunkach w miarę wolnej wymiany opłaca się robić ludziom dobrze itd. Na tym etapie lightworker i darkworker będą zachowywać się identycznie -- aczkolwiek względem „niezdecydowanych” każdy z nich będzie miał dużo więcej spokoju przy podejmowaniu decyzji. Zabawa zaczyna się w sytuacjach poza tym standardem.

      Podobnie jak Pavlina pisał o tym u siebie, ja też uważam że jasna deklaracja w tej kwestii jest właściwa dla naprawdę małej grupy ludzi. Moim zdaniem warto podjąć taką decyzję gdzieś po drodze, ale to oczywiście moje zdanie i jest wiele innych.

      Enjoy;]

        (Zacytuj)

      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0 (from 0 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook