„Graj By Wygrać” – Jak Wykorzystać Strategie Najlepszych Graczy W Prawdziwym Życiu

Jeśli trafia do Ciebie metafora „życie jako gra”, to dowiesz się jak wygrywać. Jeśli nie, to sam musisz znaleźć zastosowanie tych metod 😉

„Play To Win” by David Sirlin, to jeden z tytułów, których raczej nie zobaczysz na półce  typowego trenera rozwoju czy managera. Nie bardzo wiem dlaczego, skoro „Sztuka Wojny” jest odkrywaną co kilka lat „ponadczasową mądrością”, ale to tylko tym lepiej dla tych, którzy na trafią na tę pozycję.

Słuchając (czytając pewnie też)  można odnieść wrażenie, że autor robi co może, żeby temat stał się mniej pasjonujący niż jest w rzeczywistości. Dorzucę więc również wstęp typu ostrzeżenie, bo kilka kwestii może wymagać wyjaśnienia.

Czym jest gra?

Na potrzeby książki grę rozumiemy jako grę o sumie zerowej. „Suma zerowa” oznacza, że jedna strona wygrywa dokładnie tyle, ile druga strona przegrywa. Np. jeśli zakładasz się z kimś o 50zł, to 50zł tylko, jeśli druga strona je straci (i odwrotnie).

Nasuwa się oczywiście głębokie filozoficzne pytanie „Czy życie jest grą o sumie zerowej?”. Jeśli nie jesteś fizykiem albo ekonomistą, to bez problemu stwierdzisz, że nie jest. Jeśli zakładasz nową firmę tworząc przy okazji nową branżę, to dość bezpiecznie można uznać że suma zysków Twoich klientów, pracowników, współpracowników i Twoja jest wyższa, niż strata firm z innych branż, gdzie klienci nie zostawią pieniędzy (wow, mam nadzieję że przeczyta to jakiś fan makroekonomii i przerazi się ile parametrów pominąłem).

Za to sporo elementów życia, zwłaszcza po uproszczeniu i sprowadzeniu do perspektywy jednostki, łapie się pod tę definicję. Albo Twoja firma dostanie ten kontrakt albo przeciwnicy i jak to wpłynie na interes zleceniodawcy i zatrudnienie w branży naprawdę mało Cię obchodzi. Chyba, że Cię obchodzi, naturalnie.

Oprócz tego w książce przewija się całe mnóstwo zajebistego materiału z zakresu deliberate practice, inner game i wielu innych. Poważnie, jest dobrze.

Jak gra „pętak”?

To zdecydowanie najmocniejszy koncept w całej książce. Przydałby się praktycznie wszystkim graczom, ale w „prawdziwym życiu” też całe mnóstwo osób może z niego skorzystać.

Na początku pisania podjąłem wyzwanie, że ani razu nie wykorzystam przykładu z jakiejkolwiek gry do wyjaśniania pomysłów zawartych w książce. Weźmy więc… Twoja firma bierze udział w konkursie na wdrożenie jakiegoś tam rozwiązania.

Od wielu lat zawsze każda firma robi w tej sytuacji prezentacje w PowerPoint, która trwa 10-15 min, w sali siedzą przedstawiciele pozostałych firm, po zakończeniu każdy po kolei wraca na swoje miejsce. Są to niepisane zasady, których uczysz się przy swoich pierwszych projektach, taki jest wypracowany standard, który ułatwia proces wszystkim stronom.

Tym razem jedna z firm przygotowała gigantyczną ruchomą makietę na trawniku. Przedstawiciel zaprasza decyzyjnych do okna, jego prezentacja trwa godzinę. Do tego gdzieś w trakcie wspomina o tym jak to interesuje się ulubionym klubem sportowym jednego z decyzyjnych i omawia kilka punktów ze swojej prezentacji wykorzystując ten sport jako metaforę.

Co najmniej kilka zagrań „poniżej pasa”, koszty prezentacji tak wysokie, że gdyby wszyscy chcieli tak robić to branża by zbankrutowała, a do tego znasz tego gościa i wiesz, że zapoznał się z tym sportem w ciągu ostatniego tygodnia. Niemniej prezentacja się spodobała i dostali umowę.

Nie chodzi o to, żeby być „kreatywnym”, lizusostwo ma raczej długą tradycję. Nie chodzi o to, żeby podejmować ryzyko dla sztuki, niejeden w ten sposób stracił dom przez giełdę. Nie chodzi nawet o to, żeby odrobić porządnie pracę domową i się przygotować.

Chodzi o to, żeby robić to co działa. Nic innego. A już szczególnie nie narzekać, że ktoś „oszukuje” bo robi coś, co powszechnie uznano za niewłaściwe. Jeśli wygrywa, to ma rację.

I tu pojawia się „pętak”(„Scrub”). Pętak to ktoś taki, kto będzie narzekał, zrobi w tej sprawie wojenkę na branżowej grupie na fejsie/GL. To ktoś, do którego prosta zasada „skoro wygrał, to grał lepiej” nie dociera.

Eksperci grają w pełną wersję gry, bezlitośnie wykorzystując wszystkie dostępne zagrania. Pętaki grają w swoją własną modyfikację, która ograniczona jest przyjętymi przez nich „zasadami”. I zawsze przegrają w starciu z ekspertami. Zawsze.

Jeśli metafora „życia jako gry” do Ciebie nie trafia, to pewnie krążą Ci po głowie takie hasła jak „honor”, „uczciwość”, „upokorzenie” i parę innych. Nigdy nie byłem fanem etyki, ale jeśli wolisz czuć się spójny ze swoimi zasadami niż wygrywać, to jest to tylko Twoja sprawa i nie będę Ci zabraniał (już widzę jakbyś mnie posłuchał ;)). Po prostu nie dziw się, że przegrywasz i nie atakuj tych, którzy wygrywają.

Kiedy podejmować ryzyko?

Ten krótki fragment pozwala w zasadzie opisać większość dyskusji konserwatyści-liberałowie, sporą część rewolucji/powstań/terroryzmu i pewnie jeszcze kilka rzeczy.

Mamy status-quo. Żeby zmienić status-quo zazwyczaj potrzeba jakiejś formy konfliktu. W sytuacji konfliktu wynik jest dużo bardziej nieprzewidywalny niż jeśli uniknie się konfliktu (co jest dość oczywiste), czyli rozmieszczenia zasobów (statusu, pieniędzy, władzy, czegokolwiek) może zacząć faworyzować inną stronę niż wcześniej. Nie musi, ale może.

Jeśli spojrzymy od tej strony, to sytuacja przedstawia się w całkiem innym świetle i robi się bardzo jasna. Kiedy warto wejść w konflikt z kimkolwiek? Kiedy jesteś „niżej” w hierarchii, która akurat Cię interesuje. Kojarzysz jakieś rewolucje, które zaczęli arystokraci, właściciele niewolników albo partia rządząca? No właśnie.

Tutaj kwestia sumy zerowej oczywiście wali po oczach, ponieważ konflikt ma pewne koszty. Jeśli sprzeciwisz się bezpośredniemu przełożonemu żeby zrobić coś, co może wynieść Cię ponad niego w piramidce korpo, to możesz wylecieć. Z drugiej strony, jeśli uważasz, że od ręki znajdziesz zatrudnienie u konkurencji… i tak dalej 😉

 

„Play To Win” David Sirlin możesz kupić w Amazon, poczytać na jego stronie internetowej albo posłuchać na youtube. Polskiej wersji nie widziałem i nie spodziewałbym się raczej.

Cała książka ma oczywiście jeszcze sporo treści. Ba! Ma nawet jeszcze trochę takich, które da się zastosować w życiu 😉 Jeśli chcesz, żebym pociągnął temat dalej, daj znać i zrobię kolejną część wpisu!

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 4.8/5 (5 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +2 (from 2 votes)
„Graj By Wygrać” – Jak Wykorzystać Strategie Najlepszych Graczy W Prawdziwym Życiu, 4.8 out of 5 based on 5 ratings
Twoi znajomi też mogą skorzystać!
Autor: Jakub Królikowski

5 genialnych kometarzy

  1. Dobry wątek.

    A przykład z trawnikiem zajebisty 😀

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Co to znaczy być lub nie być „fanem etyki”? Albo jest się szują albo nie 😉

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  3. Jerry pisze:

    W przykładzie „z trawnikiem” pominąłeś pewną istotną zmienną. 😉 Mianowicie jeśli ów „decyzyjny” jest inteligentny, to przejrzy naszą grę. Widząc nachalną promocję, podejdzie do naszej oferty sto razy ostrożniej niż do innych. Będąc ekspertem od swej ulubionej dyscypliny sportu, zauważy od razu, że my zaledwie liznęliśmy temat. Jeżeli do tego jeszcze właśnie wrócił z przedstawienia „Króla Leara”, to wszelkie pochlebstwo uczyni go raczej podejrzliwym niż ufnym. 😛 No chyba, że mamy tak silne karty, iż nie boimy się żadnego „sprawdzam”; wówczas wzbudzenie podejrzliwości może się właśnie opłacić. Może, ale nie musi -- to pokerowa zagrywka. Tak czy owak, dobrze jest zatrudnić w firmie dobrego psychologa, oczywiście o ile nas na to stać. 😉
    Jaki stąd morał? Taki, że nikczemnikiem też trzeba umieć być, jeśli chcemy, żeby to działało. Albo, jak to ujęła śp. Joanna Chmielewska: „Jeśli masz być złodziejem, bądź złodziejem doskonałym, rzetelnie doskonałym”. A jeśli nie umiemy, bezpieczniej jest być fanem etyki, bo to prędzej zadziała. 😀

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 5.0/5 (2 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: +1 (from 1 vote)
    • Oh, nie zrozumieliśmy się. Efekt wyzwania z nieużywaniem przykładów z gier 😉

      Chodzi o to, że cały ten opis jest synonimem „tego, co akurat zadziała tym razem”. Że robienie rzeczy, które nie działają i narażają nas na karę jest głupie, to nie musimy dyskutować -- jest.

      Końcówka komentarza szczególnie do mnie trafia. Często używam linii argumentacji/wyjaśnienia/teorii, że „stałe zasady” to uproszczone rozumowanie, forma heurystyki. Dają przeważnie dobre efekty i przynoszą relatywnie małe kary, ale za każdym razem niemal da się znaleźć lepsze rozwiązanie.

      Enjoy ;]

        (Zacytuj)

      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0 (from 0 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook