Czy rozpoznajesz u siebie te 5 braków powodujących prokrastynację?

Wszystkim nam zdarza się tracić efektywność i popadać w prokrastynację.

Ale dlaczego walczyć z nią, kiedy już się pojawi?

Potrzebujesz sterować swoimi działaniami tak, żeby nigdy się nie zaczęła.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić?

Sprawdź, czy któryś z tych braków jest Twoją przyczyną prokrastynacji.

Photoby the half-blood prince

W jakich sytuacjach najbardziej chciałbyś przestać odkładać na ostatnią chwilę?

Prokrastynacja jest zaskakująco powszechną przypadłością, ale nie będziemy tym razem zastanawiać się nad jej psychologicznym przyczynami. Pomyśl sam, kiedy najczęściej dopada Ciebie.

Nie możesz nigdy trafić w deadline w pracy bez zarywania nocy przed? Może działasz w kierownictwie albo jesteś z „kreatywnych” i czujesz w firmie oddech Euro na karku?

Twoje prywatne projekty cały dzień (od tygodni) czekają na zrobienie aż stwierdzasz, że nie masz dziś siły?

Szczególnie zabawnie sytuacja wygląda na uczelniach w czasie sesji. W końcu według badań 80-95% studentów dopada prokrastynacja 😉

1. Brak kontroli

Jednak odrobinę zahaczymy psychologię. Zaczynasz prokrastynować, kiedy czujesz się przeciążony ilością zadań.

Jednym z powodów może być brak poczucia kontroli.

Czy czujesz, że masz wpływ na to, co masz do zrobienia? Utożsamiasz się ze swoimi zadaniami?

Rozwiązanie: określ na kartce papieru Twoje kryteria, aby poczuć kontrolę. Jak musiałaby wyglądać sytuacja, żebyś na obydwa powyższe pytania odpowiedział twierdząco? Zacznij zmierzać do ich spełnienia.

Gdyby ustalanie kryteriów sprawiało Ci problemy, możesz sprawdzić Core Transformation (ale poważnie, dopiero jak nie uda się bez tego)

2. Brak czasu

To trochę błędne koło. Brak czasu powoduje prokrastynację, a prokrastynacja powoduje brak czasu.

Czujesz, że rezygnujesz z ważnych rzeczy na rzecz tych, które „musisz” zrobić? Masz ciągle wrażenie, ze „jest jeszcze tyle do zrobienia”?

Rozwiązanie: wydziel nienaruszalne okresy w ciągu dnia dla rzeczy, na których naprawdę Ci zależy. Nie zrobisz czegoś innego? I tak zajmujesz się głupotami zamiast realizować zadanie, więc na pewno nic nie tracisz.

Możesz też spróbować z większymi jednostkami czasu. Może Tydzień pracy, tydzień wakacji to akurat Twój rytm?

3. Brak planowania

Tylko nie „sesji planningowych”, które przeważnie i tak są przejawem prokrastynacji. Chodzi o ten rodzaj planowania, który rzeczywiście usprawnia Twoją pracę.

Czy dokładnie wiesz, co masz zrobić w następnej kolejności w każdym projekcie? A może wszystkie elementy zadania wydają się tak samo ważne w każdym momencie?

Rozwiązanie: przygotuj RAZ listę elementów/schemat procesu dla aktualnego zadania. Zaznacz co masz do zrobienia teraz – albo coś, bez czego nie możesz ruszyć dalej, albo po prostu losowo wybraną czynność. Zapisz na osobnej karteczce i nie wracaj do elementów zadania dopóki nie skończysz.

Pamiętaj, żeby odróżniać od siebie cele i zadania.

4. Brak asertywności

Nie ma nic lepszego, niż branie na siebie wszystkich zadań jakie tylko się pojawiają. Potem można uruchomić pasywną agresję i nie realizować ich. Cóż za genialne źródło stresu bez żadnych korzyści!

Czy masz problem z odmawianiem ludziom? Bierzesz na siebie zadania, których nie chcesz i nie musisz (rzeczywiście musisz. Jak ktoś inny może się przez to źle poczuć, to jeszcze nie musisz) robić?

Rozwiązanie: przygotuj swój zakres obowiązków w każdym kontekście np. w pracy, w domu. Jeśli ktoś Cię o coś poprosi, sprawdź przy tej osobie, czy wchodzi to w Twój zakres zadań. Jeśli nie odmów albo negocjuj coś w zamian.

I to jest ten moment, kiedy na pewno przyda Ci się dobrze nastrojony wykrywacz pierdół 😉

5. Brak wizji

Nie chcesz myśleć o każdym kroku w dużych projektach, ale warto mieć cały czas na uwadze, co masz osiągnąć przez swoje działanie.

Czy jesteś w stanie od ręki odpowiedzieć na pytanie „po co to robisz?” przy każdym działaniu w ciągu dnia?

Rozwiązanie: sprawdzaj przed każdym zadaniem, czy wiesz po co je wykonujesz. Jeśli wiesz – podniesiesz swoją motywację. Jeśli nie – dowiesz się i albo podniesiesz swoją motywację, albo je olejesz.

Więc… może warto ustalić czego rzeczywiśćie chcesz.

Jak Ty radzisz sobie z prokrastynacją?

Masz ulubioną metodę zapobiegania jej albo działania pomimo wszystko?

Podziel się tym w komentarzach.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 5.0/5 (9 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +4 (from 6 votes)
Czy rozpoznajesz u siebie te 5 braków powodujących prokrastynację?, 5.0 out of 5 based on 9 ratings
Twoi znajomi też mogą skorzystać!
Autor: Jakub Królikowski

2 genialnych kometarzy

  1. Nigdy nie wiedziałem jak ten stan się nazywa, ale czasem i mnie on dopada.

    Dla mnie najważniejsze jest ustalenie listy rzeczy do zrobienia, wybranie 1-2 najważniejszych na każdy dzień tygodnia i od razu się zabrać do ich realizacji. Na początku jest to trudne, zwłaszcza jak się nie ma wyrobionego nawyku i jak któreś zadanie jest dla nas „demotywujące”. To normalnie, że jak czegoś nie lubimy, to odwlekamy jak najdłużej z wykonaniem danej czynności. Sęk w tym, że i tak w którymś momencie będzie trzeba to zrobić. A przez zwlekanie z reguły zawala się całą masę innych rzeczy.

    Ja mam taki sposób, że jak mi się czegoś nie chce, to zadaję sobie 2 pytania:
    „Co się stanie, jak tego nie zrobię”
    „Co się stanie, jak to zrobię w tym momencie”

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Stefan pisze:

    Nie jestem fachowcem psychologiam, psychiatrą, terapeutą, ect… Jestem zwykłym zjadaczem chleba. No, może nieco więcej czytam niż przeciętny przeciętniak. Rozmawiam dużo z różnymi ludźmi (mam poniekąd taki zawód: słuchacza). I ZAWSZE słucham tego, co mówią. Niestety, muszę dorzucić swoje trzy grosze do -- nie wiem jak to ująć -- definicji, opisu prokrastynacji. Uważam, że uczciwe by było rozszerzenie opisu o dodatkową przyczyną-skutek. Uważam, że do prokrastynacji dochodzi (i to uważam nawet bardzo często) w przypadku dewaluacji pracy czy osiągnięć człowieka. Podam kilka przykładów, a niech każdy oceni sam:
    1. Uczeń się stara mieć dobrą ocenę. Mimo ogromnego, uczciwego wysiłku -- otrzymuje kiepską ocenę. Nauczyciel, opiekun, rodzic mówią: „ZNOWU się nie postarałeś”.
    Przeciez wszyscy widzieli, jak bardzo się staram, ile pracy i czasu włożyłem w opanowanie materiału, a i tak mnie oceniono jako lenia i obiboka. Skoro słyszę to już któryś raz z rzędu od tej samej osoby -- nie zrobię nic, bo i tak znowu to usłyszę -- przynajmniej będzie to prawda, że znowu się nie postararałem.
    2. Mimo ogromu pracy włożonej w przygotowanie wielostronnicowego raportu, zarwanych kilku nocy i pracy po godzinach, o zawaleniu życia prywatnego nie wspomnę, mimo faktu, że raport jest przygotowany bardzo dobrze, szefuńcio mówi: „Kowalski, JAK ZWYKLE twój raport jest (i tutaj coś pejoratywnego nt wyników pracy Kowalskiego)”.
    Zawsze staram się rozwijać efekty mojej pracy, i wkładac w nią coś od siebie, bo rzeczy będę naprawdę dobre, jeśli się naprawdę do ich zrobienia uczciwie przyłożę. Ale skoro jak zwykle moja praca jest niedoceniona -- odwalę tylko tyle, ile muszę (już nie „chcę” pracować, od dziś „muszę”). Będę przychodził za minutę ósma, a wychodził jak żyleta minutę po szesnastej. Jak zwykle obiecam coś zrobić i zrobię to, ale już nie ma prac na „wczoraj”, nie zarwę ani jednej nocki bo jutro jakieś coś pilnego, nie będę krytykował kolegów, że grają w sapera, a może i ja nawet strzelę sobie sesyjkę.
    3. W związkach różnie bywa, dominuje opinia, że faceta trzeba prosić o coś setki razy, i później wyczekać miesiące na zrobienie czegoś. W mojej opinii nie chodzi o ten nie pomalowany pokój, czy zepsuty prodiż, lub brak haczyka w ścianie na obrazek. Chodzi raczej o stopniowy, powolny i nieuchronny zanik zaangażowania się w życie rodzine. Niby dlaczego mam wynosić codziennie śmieci, jak przez lata je wynosiłem, a zdarzyło się raz czy dwa że mi się zwyczajnie nie chciało, i od tamtej pory słyszę z regularnością sekundnika: „NIGDY śmieci nie wynosisz”. „ZAWSZE unikasz mycia okien na święta, i udajsze że masz reumatyzm.” Te śmieci to tylko przykład jeden z wielu; mogę mnożyć sytuacje, gdzie wypruwałem flaki, by wszystko było dopięte na ostatni guzik, wszystko zrobione, na czas i jak należy. Ile stresu i nerwów kosztowało zdobycie ukochanego gadżetu dla żony, porozwożenie codziennie dzieci do żłobka, porzedszkola, szkoły, zdobycie awansu, by żyło się lepiej…To prawda, że niekiedy mi się po prostu, zwyczajnie i najnormalniej nie chciało, i nie było zrobione. Ale w końcu się wziąłem. Zdarzyło się kilka razy. Ale generalnie staram się wywiązywać z obowiązków rodzinnych poprawnie. Starałem, muszę przyznać… Od wielu miesięcy regularnie co jakiś czas -- doszukuję się napięcia przedmiesiączkowego u żony -- słyszę NIGDY, ZAWSZE -- w odneisieniu do tych śmieci, których zwyczajnei nie chciało mi się wynieść, i do okien, gdzie faktycznie z bólu kręgosłupa prawie wyłem. Powoli przestaję pomagać w domu, na początku były to faktycznie tylko te śmieci -- przestałem je wynosić. Okien dawno już nie umyłem. Błędne koło się zaogniło -- dziś unikam wszystkiego, co trzeba zrobić. A jeśli już -- to dla świętego spokoju po łebkach i byle jak, by zamknąc buzię. Gorzej, że od wielu miesięcy moja „luba” nie przebierając w środkach, i zapewne w nadziei że mną „wstrząśnie” wywleka argumenty: „ty mnie NIGDY nie kochałeś”, „NIGDY ci się nie podobałam”, „nie jestem szczęśliwa”. A najgorsze jest to, że faktycznmie zaczynam się zastanawiać, czy ja ją kiedykolwiek kochałem, czy mi się podobała, i że zapewne kłamała przez wiele lat mówiąc, jaka to jest przeszczęśliwa ze mną. Użyłem czasu przeszłego celowo, by podkreślić tragizm sytuacji -- jak bardzo popadłem w marazm i niechęć do zrobienia czegokolwiek, że przerodziły się już nawet nie w obojętność, już nawet nie w niechęć do tej osoby, a wręcz odrazę….

    Te trzy historyjki celowo mają zasygnalizowane słowa, które źle użyte -- niszczą. Sądzę, że opór bierny jest doskonałą formą obrony dla osoby poddanej oddziaływaniu przykładowych czynników opisanych powyżej -- doskonałą, bo najczęściej jedyną. Przy okazji wielokrotnie zamykającą, a wręcz napędzającą błędne koło marazmu, czy jak to nauka nazwała -- prokrastynacji.
    Zapewne nie pomylę się w stwierdzeniu, że wiele wiele osób „cierpi” na tę „przypadłość” wynikającą i opisaną przez jedną z powyższych historyjek. I sądzę, że nie ma ona związku -- jak to psychologia podaje -- z różnorakimi lękami, czy zaburzeniami, a właśnie z….

    I tak podsumowując, zakończę myślą, pytaniem retorycznym: „Czyż psycholog pomagający pacjentowi nie powinien także -- obligatoryjnie -- pomagać ludziom z jego otoczenia?…”

      (Zacytuj)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook